wtorek, 26 października 2010

Historia Kelly

Psy były w moim domu od zawsze. Można powiedzieć że ja sama wychowywałam się w budzie co jest po części prawdą, gdyż mając ok 1,5 roku, kiedy to już chodziłam często chowałam się u mojej suki w budzie. Była to ok 2letnia sunia onka która mi 'matkowała'. Uważała mnie za swoje szczenie. Była dla mnie bardzo ważna... Pożegnałam się z nią gdy miała już 11 lat. Chorowała :(( [*]

O huskym marzyłam odkąd pierwszy raz ujrzałam takiego psa... Były dla mnie psią wersją wilków, gdy miałam mniej niż 10 lat. Niebieskie oczy, piękne futro... o i ten charakterek i niezależność :)
 Jakieś 8 lat temu mój ojczym sprawił sobie mixa huszczaka z onkiem. Jako że nie było go wiecej niż był młody trafił na kilka dni do nas... Potem były ferie świąteczne i młody był u nas całe 2 tygodnie... Uczyłam go podstawowych komend a potem sztuczek. Markus był wpatrzony we mnie jak w obrazek. Słuchał się mnie bardziej niż ojczyma. W wieku 2 lat ten xyz... oddał go bo... uciekał mu do nas.
Od tamtego czasu szukałam informacji o husky i marzyłam o takim psie. W listopadzie przyszła sąsiadka do mojej mamy aby pojechała z nimi zobaczyć szczeniaki. Pech w tym że byłam sama w domu. Tak dowiedziałam się o tym że dostane wymarzonego husky. Kelly była oczywiście najgrubsza i największa z całego miotu. Dwa dni później pojechałam tam z mamą aby zaklepać moją kulkę. Mieliśmy ją odebrać 18 grudnia. W tym czasie zachorowałam a mama zrobiła mi niespodziankę i przywiozła mi moją małą srebrną kulke do domu 15 grudnia... co to była za radość... Jak sie okazało Kellsy ma także niezły charakterek i bystry umysł. Komend uczyła się błyskawicznie... Ale do 2 roku życia niszczyła :) Później jednak zaprzestała ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz